Wywiad z kierowniczką kursów internetowych Janiną Stojak


O historii kursów internetowych i o związku między pisaniem informacji zwrotnej a spadaniem ze stołka, o rekordzistach w n@i i ulubionym kursie uczestników - opowiadają Janina Stojak i Danuta Sterna. Zapraszamy do przeczytania wywiadu-rzeki.

Elwinia Modzelewska: Znasz i pracę nauczyciela i pracę w naszych kursach od podszewki.
Janina Stojak: Przeszłam całą tę drogę - od uczestniczki poprzez mentorkę, kierowniczkę, wreszcie do osoby, która zajęła się wszystkimi kursami. W związku z czym dobrze wiem, jak to jest być uczestnikiem kursu. Jako nauczycielka rzeczywiście stosowałam wszystkie zalecenia prowadzących kursy. Jestem praktykiem.

Zgodnie z naszą zasadą - wszyscy, którzy pracują przy kursach internetowych, są również nauczycielami.
J.S.: Tak, najpierw byli uczestnikami kursów. Potem tym, którzy się wyróżnili w jakiś sposób, proponujemy, by zostali mentorami. Wreszcie z nich wybieramy kierowników kursów.

 

Wszyscy kierownicy i mentorzy są nauczycielami.
J.S.: Tak na dobrą sprawę nie wyobrażam sobie pracy w tych kursach, gdybym nie znała specyfiki szkoły, gdybym 20 lat nie uczyła w szkole i gdybym nie widziała tego od tamtej strony. Trzeba rozumieć pracę nauczyciela. A kiedy rozumie się ją najlepiej? Kiedy się ją wykonywało.

Od kiedy jesteś związana z naszymi kursami internetowymi?
J.S.: Z CEO współpracowałam od 1999 roku. Na początku, jako nauczycielka, brałam udział w pierwszym kursie pt. „Jak motywować uczniów do nauki”. Potem byłam kierowniczką jednego z kursów, następnie moja szkoła weszła w duży program - Szkołę Marzeń i temu programowi miały towarzyszyć kursy internetowe. Wreszcie kursy wyrosły ponad naszą przeciętną i stały się tak dużą działką działalności CEO, że trzeba było zatrudnić osobę, która by się tylko nimi zajmowała. Tak znalazłam się w CEO - jako osoba zajmująca się koordynacją kursów internetowych.

Zatem „Jak motywować uczniów do nauki?” to pierwszy kurs internetowy w CEO?

J.S.: 
Tak, właśnie wtedy została przetłumaczona na język polski książka Merrilla Harmina pt. ”Duch klasy. Jak motywować uczniów do nauki?” - o metodach i technikach stosowanych w pracy z uczniami. To okazało się być bardzo odkrywcze, najpierw dla nas – dla ludzi z CEO. Uznaliśmy, że są tak genialne w swojej prostocie, że naprawdę warto się tym podzielić. Właśnie wtedy na większą skalę zaczął wkraczać Internet i powstał pomysł internetowych kursów. To było w 2002 roku.

Warto było? Jak udał się ten pierwszy kurs?
J.S.: Właściwie można powiedzieć, że pierwszy rok był takim sondażem, co się cieszy dużym powodzeniem. Okazało się, że ze strony merytorycznej ludzie są naprawdę zadowoleni. Również kwestia organizacji tego kursu była bardzo wygodna. Po raz pierwszy ruszyliśmy z czymś takim. Ludzie nie musieli przyjeżdżać na szkolenia, robili je przez Internet. To też było w powijakach, bo wielu nauczycieli, zapisując się na kurs, dopiero uczyło się obsługiwać komputer i Internet. Siedem lat temu to była zasadnicza zmiana.

A następne kursy?
J.S.: Potem ruszyliśmy z „Ocenianiem kształtującym” i „Metodą projektu”, jako czwarty pojawił się „Jak wykorzystywać wyniki egzaminów w szkole?”.

Zatrzymajmy się przy OK.
J.S.: Danusia (od red. Danuta Sterna) jest sprężyną takich rzeczy - usłyszy coś i jeżeli wyda jej się to odkrywcze i genialne, natychmiast przenosi to na nasz grunt i zaczyna realizować. W 2003 roku na szkołę letnią w Borkowie została zaproszona Soo Sturrock, ekspertka oceniania kształtującego i trenerka z Wielkiej Brytanii. Opowiedziała nam – ludziom z CEO, uczestnikom szkoły i trenerom o idei OK. Wtedy Danusia zaczęła się starać o to, żeby OK przełożyć na nasz grunt i na warunki polskiej szkoły. Ponieważ już wiedzieliśmy, że formuła kursów sprawdza się i będzie się rozwijać, warstwa merytoryczna OK została przełożona na taki kurs internetowy. Następnie zmodyfikowaliśmy kurs o OK – powstał „Lider OK”.

Na czym polegały zmiany?
J.S.: W warstwie merytorycznej kurs był właściwie tym samym, co poprzedni – nauczyciele uczą się elementów OK i wypróbowują je w swojej pracy. Zaczęliśmy jednak skupiać się na pracy zespołu. Uznaliśmy, że fajnie jest, jeśli inwestujemy w pojedynczych ludzi, a oni uczą następnych. „Lider OK” nam pokazał, że pojedynczemu człowiekowi bardzo trudno jest wdrażać OK, że zespół musi współpracować.

Lider OK to ktoś, kto sam się uczy, poznaje elementy OK, ale również dzieli się tą wiedzą z innymi nauczycielami.
J.S.: Jest więc dodatkowo obowiązek na tym kursie – uczestnik organizuje spotkania z chętnymi nauczycielami ze swojej szkoły i po prostu dzieli się swoją wiedzą. Nauczyciele dyskutują o tym, jak wprowadzać elementy OK, jak je stosują na swoich lekcjach, mówią, co im wychodzi, co jest trudne, co łatwe.

Jednak OK to nie tylko kurs. Wszyscy związani z kursami, nie tylko uczestnicy kursów, pracują zgodnie z ideą OK.
J.S.: OK dominuje w naszym myśleniu, ponieważ rzeczywiście daje się zastosować nawet w globalnym myśleniu o szkole i o jej rozwoju. Można powiedzieć, że OK zasadniczo zmienił nasze postrzeganie kursów i zmienia do dnia dzisiejszego, ponieważ wiąże się z tym całe pojęcie informacji zwrotnej - jak komentować, jak mentorować. Prawda jest taka: nasze wyobrażenie o informacji zwrotnej było zupełnie inne niż dziś. Kiedy poznaliśmy OK, zyskaliśmy dużą świadomość na temat IZ. Wcześniej komentarze do kursów wyglądały inaczej.

Słyszałam pewną historię o spadaniu ze stołka podczas pisania informacji zwrotnej… :)
Danuta Sterna: Pamiętam, że kiedy pisałam im informację zwrotną, zasnęłam pracując i spadłam ze stołka, na którym siedziałam!
Janina Stojak: Na samym początku to było jakieś szaleństwo, bo w pierwszym kursie jeszcze dwie osoby moderowały razem z Danusią i opiekowały się 40 uczestnikami.

Dzisiaj w ogóle nie byłoby możliwe, żeby jedna osoba była w stanie napisać komentarz tylu uczestnikom. To była mordercza praca.
J.S.: Dlatego teraz przykładamy bardzo dużą wagę do mentorowania. Oczywiście od samego początku przypisywaliśmy moderatorom (od red. obecnie rolę moderatorów pełnią mentorzy) rolę opiekuna, osoby, która wspiera uczestników kursu i służy radą. Jednak rola moderatora zasadniczo ewoluowała przez te lata. W tej chwili odpowiedzialność mentora rozszerza się. On właściwie wyrasta na taką osobę, która nie tylko pisze komentarz. Jest to zasadnicza część jego pracy, ale generalnie rzecz biorąc jego zadaniem jest w bardzo dużym stopniu inspirować i popychać tych ludzi, żeby oni się po prostu w swej pracy rozwijali.

Również trenerzy, mentorzy i kierownicy kursów ciągle się rozwijają.
J.S.: Są to ludzie, którzy cały czas się uczą. Mieliśmy wewnętrzny kurs - „Dzielmy się ty, co wiemy”. Dotyczył on OK, ale właściwie polegał na tym, że jako nauczyciele i jako trenerzy mówiliśmy o swoich doświadczeniach z ocenianiem kształtującym. Bardzo często prowadząc szkolenia z OK, spotykamy się z różnymi problemami. Na początku zbieraliśmy te problemy, później je kategoryzowaliśmy i później każdy z nas dostawał którąś z tych kategorii czy problemów i zastanawialiśmy się, jak sobie z tym radziliśmy.

Wróćmy do historii kursów. Powstawały one w wyniku zapotrzebowania? Nauczyciele to przecież taka grupa społeczna, która szkoli się bardzo intensywnie.
J.S.: Tak było z kursem „Jak wykorzystywać wyniki egzaminów w pracy szkoły?” - po prostu było to coś, o czym ludzie chcą wiedzieć, czego szukają. Weszły egzaminy zewnętrzne do szkół, wiadomo było, że w każdej szkole wyniki muszą być analizowane. Owszem, trzeba analizować wyniki i nauczyć się widzieć je na różnych możliwych płaszczyznach. Ale co z tym zrobić później, jak pracować po wyciągnięciu wniosków „jest źle/ jest dobrze/ pracowaliśmy tak/ pracowaliśmy inaczej”? CEO zawsze myśli, jak robić to, co robimy, żeby to zmieniało szkołę, żeby stawała się lepsza.

Inne kursy też się zmieniły?
J.S.: Zmieniliśmy „Metodę projektu” na „Metodę pracą projektu z zastosowaniem technologii informacyjno-komunikacyjnych”. Powstał też kurs „Edukacja z Internetem”, gdzie nauczyciele, wykorzystując różne programy komputerowe, realizowali z uczniami różne projekty.

Rozwijaliśmy się, żeby w końcu być (w) n@i? ;)
J.S.: Tak, Nauczycielska Akademia Internetowa ruszyła w 2009 roku. Teraz w ramach n@i mamy siedem kursów. W ubiegłym roku doszedł jeszcze jeden, zupełnie nowy kurs i tu wykorzystujemy z kolei doświadczenia programów młodzieżowych związane z funkcjonowaniem samorządu uczniowskiego. Mówię o kursie „Samorząd uczniowski - kurs dla opiekunów”. Jeszcze jeden nowy kurs to TIK, czyli „Technologie informacyjno-komunikacyjne”. Jest przeznaczony dla nauczycieli, którzy nie znają zbyt dobrze programów komputerowych i aplikacji internetowych, a chcą je poznać.

W n@i wykorzystujemy nasz dorobek, czyli to, czego nauczyliśmy się przez te wszystkie lata.

Jak doszło do powstania Nauczycielskiej Akademii Internetowej?
J.S.: Kursy na tyle się rozwinęły, że stały się głośne. PAFW (od red. Polsko-Amerykańska Fundacja Wolności) widziała, jak kursy funkcjonują i jakie przynoszą efekty - nasze przedsięwzięcie było zgodne z tym, jak PAFW chciała zmieniać oświatę. Dzięki finansowemu wsparciu PAWF, kursy mogły stać się ogólnodostępne. My również dysponujemy zasobami: platforma to jest raz, mentorzy to jest dwa, kierownicy to jest trzy. Ale przede wszystkim pula kursów, które też mogliśmy zaoferować. W czasie funkcjonowania naszych kursów ewoluowała również myśl, że w szkole musi pracować zespół. To o czym mówiłam wcześniej - jeżeli indywidualny nauczyciel chce analizować wyniki i wyciągać z tego jakieś wnioski, jeżeli chce stosować OK, jeżeli chce dobrze pracować z samorządem i w ogóle zmieniać szkołę, to nie może rozwijać się tylko on jeden. Pracować musi cały zespół. Ta idea przyświecała nam, kiedy powstawała Nauczycielka Akademia Internetowa.
Danuta Sterna: Wtedy też w "Educational Leadership”, amerykańskim najważniejszym piśmie na temat edukacji, został opublikowany artykuł, w którym przeczytaliśmy, że Amerykanie odkryli kursy coachingowe i że one są najlepszą formą szkolenia. A my robiliśmy je już od wielu lat.

 
Dlatego do n@i przyjmowani są minimum czterej nauczyciele z jednej szkoły?
J.S.: Chcieliśmy, żeby zapisywały się zespoły nauczycielskie. A zainteresowanie było ogromne. Na pewno zdecydował o tym również fakt, że dzięki finansowaniu przez PAFW, szkoły mają szansę za nieduże pieniądze przeszkolić grupy nauczycieli. Powiedzieliśmy: minimum 4 nauczycieli, nie powiedzieliśmy maksimum. W związku z czym niektóre szkoły wysłały nawet dwudziestu kilku nauczycieli. Właściwie można powiedzieć, że musieliśmy zamknąć w pewnym momencie rekrutację ze względu na ograniczoną liczbę miejsc. Mogliśmy przyjąć 1500 uczestników. Zaczęliśmy w maju, a już w połowie czerwca musieliśmy zakończyć rekrutację.

Zazwyczaj rekrutacja trwa do września. Powodzenie tych kursów jest zaskakujące.
J.S.: Jest to formuła, która niesamowicie się sprawdza. To jest po prostu coś, co chyba rzeczywiście przerosło nasze najśmielsze oczekiwania. Ale z drugiej strony można powiedzieć, że te kursy są szaleni kompleksowe, bo to nie jest tak, że dajemy ludziom wiedzę, prosimy o wykonanie zadania, a potem mówimy „adios, już uzyskaliście wiedzę, do widzenia”. Uczestnicy naszych kursów mają mentorów, którzy z nimi rozmawiają, którzy się nimi opiekują, którzy ich inspirują. Mentorzy mają kierowników, czyli to są kolejne osoby, z którymi mają kontakt. Właściwie można powiedzieć, że wszyscy, którzy są związani z kursami i pracują w CEO, właściwie każdy uczestnik ma do nas bezpośredni dostęp. Już około 200 mentorów współpracuje z nami w kursach internetowych. To już jest armia ludzi.

U nas uczestnik ma ciągłe wsparcie coacha.
J.S.: Poza tym ma bezpośredni kontakt z innymi uczestnikami, którzy też uczą się od siebie. Jest forum, są maile. Naprawdę różne możliwości, w związku z czym ci, którzy faktycznie chcą się rozwijać, bardzo to doceniają. Zresztą mamy przykłady ludzi, którzy zaczynali od jednego kursu, a kończyli po 4-5 jeszcze innych kursów.

Jaki kurs uczestnicy lubią najbardziej?
J.S.: Do dzisiaj „Jak motywować uczniów do nauki?” to najprzyjemniejszy kurs dla uczestnika. Nauczyciele najwięcej z niego wynoszą.

Ty też uczestniczyłaś w tym kursie.
J.S.: Jako nauczycielka poznawałam te metody, stosowałam u siebie na lekcjach, w pracy z uczniami i również w pracy trenerskiej. Tak naprawdę te metody są bardzo uniwersalne, pasują do każdego wieku, do każdego typu szkoły, do każdego typu szkolenia.

Uczestnicy kursu wiele metod i technik muszą zastosować jeszcze w trakcie nauki.
J.S.: Dla mnie odkrywcze było to, że musiałam to zrobić. To było novum tych wszystkich naszych kursów - byłam niejako zmuszona, (musiałam przecież mieć z czego napisać sprawozdanie), wykonać zadania. Nasze kursy zmuszają do doświadczenia, a jak się doświadczy, to się człowiek nauczy. Uczyłam się wtedy podwójnie - w zasadzie to były moje początki obcowania z komputerem i to też było bardzo interesujące - jak szerokie kontakty można nawiązać z ludźmi, siedząc tylko i wyłącznie w domu przed monitorem. Kiedy potem byłam już kierowniczką i spotkałam się z uczestnikami kursu ponownie przeżyłam to zaskoczenie: niesamowite, że ludzi, których się znało wirtualnie można było poznać w realu i skonfrontować swoje wyobrażenia.

A jak wyglądała konfrontacja „zadanych metod” z twoją nauczycielską praktyką?
J.S.: Czasami mówiłam: „no cóż, nic bardziej banalnego, nie, nie to się nie sprawdzi”. Bardzo często mamy taką tendencję, żeby coś odrzucać, bo z góry mamy wątpliwości. Natomiast ta formuła kursu zakładała, że wszystko wypróbowujemy i rzeczywiście niektóre z naprawdę prostych technik okazywały się w mojej pracy z uczniami odkrywcze. I tak samo, myślę, jest z innymi nauczycielami - w zasadzie te metody naprawdę zostają w pracy nauczyciela.

To nie jest coś, co robi się jednorazowo?
J.S.: To jest coś, co wchodzi człowiekowi w krew, staje się nawykiem i naprawdę bardzo się sprawdza. Dlatego ten kurs do dzisiaj cieszy się dużym powodzeniem. Ten kurs ludzie lubią i jego efekty chyba są najtrwalsze ze wszystkich możliwych kursów.

Dziękuję za rozmowę.

Janina Stojak   

Całe jej życie zawodowe związane jest ze szkołą:

najpierw - nauczycielka wiedzy o społeczeństwie i historii, obecnie kierowniczka kursów internetowych.

Jak sama mówi - "uczę i uczę się,  a nie ma większej przyjemności, jak praca, którą się lubi".

Co lubi poza tym? Czytanie i wędrowanie po górach, zimą jazda na nartach.

Odpoczywa przy muzyce (w następnym wcieleniu chciałaby być wokalistką rockową lub jazzową;) i przy rozmowie w dobrym towarzystwie.