"Pozwoliłam sobie również na prawo do błędu" - wywiad


Ocenianie kształtujące otworzyło naszej szkole wiele "rozwojowych drzwi". Okazało się, że nie da się wprowadzać OK bez właściwej komunikacji, ale też z drugiej strony, że to właśnie OK otwiera drzwi do współpracy i komunikacji. Zarówno pomiędzy nauczycielami (wzajemne uczenie się, obserwacje lekcji), jak i uczniami (praca w parach, grupach, ocena koleżeńska, informacja zwrotna). Uczy rozmowy, dyskusji, podejmowania wyborów, podsumowywania, refleksji… [...] Wybór oceniania kształtującego ponad dziesięć lat temu nie zamknął szkoły tylko wokół tej koncepcji i nie ograniczył jej rozwoju. Wręcz przeciwnie, "praktykowanie” oceniania kształtującego zaprasza do zgłębiania coraz nowszych obszarów.

 

Małgorzata Sulewska, dyrektorka Szkoły Podstawowej w Skalmierzycach, obecnie szkoła jest w Laboratorium Szkół uczących się, w latach 2013-2018 zespół uczestniczył w Całościowym Rozwoju Szkoły realizowanym w ramach programu „Szkoła ucząca się”

 

W maju 2020 roku – w środku pandemii i doświadczenia edukacji zdalnej, z którym mierzyły się wszystkie szkoły – uczniowie, nauczyciele, dyrektorzy i …rodzice Sylwia Żmijewska-Kwiręg, Dyrektorka Programowa Centrum Edukacji Obywatelskiej, szefowa „Szkoły uczącej się” przeprowadziła wywiad z Małgorzatą Sulewską o jej roli dyrektorskiej i wpływie „Szkoły uczącej się” na to, jaka jest jej szkoła obecnie i co miało na to wpływ, jak w niej czują się uczniowie i nauczyciele, jak pracuje zespół pedagogiczny, jak ona sama się zmieniała jako dyrektorka. Zapraszamy do jego przeczytania – to opowieść o zmianie, jaką udało się przeprowadzić w szkole, dzięki wdrażaniu oceniania kształtującego – szczera, z dużą uważnością na siebie i innych, doceniająco i ze spojrzeniem w przyszłość i na czekające wciąż wyzwania.

 

Ważną rolę we wsparciu zmiany, o której opowiada Małgorzata Sulewska odegrały studia Podyplomowe Liderów Oświaty organizowane przez Centrum Edukacji Obywatelskiej i Collegium Civitas oraz kilkuletni udział w Całościowym Rozwoju Szkoły w ramach „Szkoły uczącej się”.

Dlaczego szkoła? Jak z nauczycielki języka polskiego stałaś się dyrektorką szkoły opartej na ocenianiu kształtującym?

Bycie nauczycielką jest dla mnie pasją, nie wyobrażam sobie nie być „przy tablicy”. Piętnaście lat temu mnie, polonistkę z gimnazjum, zainspirowano do nowego wyzwania, jakim było wystartowanie w konkursie na dyrektorkę innej szkoły. To miała być szybka decyzja – nowy cel i nowe wyzwanie. Nie planowałam bycia dyrektorką, nie miałam odpowiednich kwalifikacji i przede wszystkim uważałam, że nie mam wystarczających predyspozycji, by zarządzać ludźmi. Z tym pierwszym poradziłam sobie dość szybko, kończąc kurs kwalifikacyjny z zarządzania oświatą. Gorzej było z predyspozycjami. Polonistce pochłoniętej teatrem i uczniowskimi projektami zupełnie nie po drodze było do gabinetu dyrektora, nie widziałam się w roli szefa – wymagającego, nadzorującego, zarządzającego. Bo w tamtym czasie dla mnie dyrektorowanie oznaczało przede wszystkim zarządzenie – sama w takim modelu uczestniczyłam i uważałam go za słuszny i przede wszystkim jedyny.

Czyli zanim zostałaś dyrektorką dzielącą się swoim przywództwem, wdrażałaś model autorytarny?

Ze względu na mój charakter – nie do końca, ale na taki model się nastawiałam – gabinet, dokumenty, organizacja i zarządzanie. Szczęśliwie się zdarzyło, że w pierwszych miesiącach mojego dyrektorowania w Centrum Edukacji Obywatelskiej wystartowała pilotażowa edycja Studiów Podyplomowych Liderów Oświaty. Zgłosiłam się. Wciąż zastanawiam się, jak to możliwe, że się dostałam – wyznacznikiem rekrutacyjnym było posiadanie osiągnieć i doświadczenia w dyrektorowaniu (ja go nie miałam!).

 

Studia Podyplomowe Liderów Oświaty to była najważniejsza przygoda edukacyjna i zawodowa w moim życiu – poznałam niesamowitych ludzi – dyrektorów i dyrektorki z doświadczeniem, nawiązałam trwałe przyjaźni, które procentują w każdym trudnym dla dyrektora momencie (reforma, strajk, edukacja zdalna – mam z kim przegadać problemy, a także skonfrontować własne pomysły). Studia bardzo szybko wyprostowały moje pojęcie o roli dyrektora. Na SPLO nie tylko przebudowałam swoją wizję szkoły, lecz także – wizję liderowania. Dzięki dostępowi do najnowszej wiedzy, badań i praktyk edukacyjnych opartych na współpracy nauczycieli zweryfikowałam swoją koncepcję dotyczącą roli dyrektora, nauczyciela, ucznia oraz rodzica w szkole. Przede wszystkim otrzymałam solidne podstawy dotyczące przywództwa edukacyjnego i rozwinęłam swoje kompetencje niezbędne do wprowadzania w szkole zmiany opartej w dużej mierze na ocenianiu kształtującym i przede wszystkim – współpracy nauczycieli.

 

Wszystko, co się zadziało w szkole, zadziało się dzięki inspiracjom, wiedzy i kompetencjom zdobytym na początku mojej drogi – podczas SPLO. Wszystko, co był później, to konsekwencja tego pierwszego wyboru. Zarówno moja droga doskonalenia, jak i kierunek, w jakim nadal podąża szkoła.

Opowiesz o swojej wizji szkoły i o tym, jak szło Ci jej wdrażanie w praktyce? To z pewnością był długotrwały proces zmiany?

Wizja szkoły, którą sobie nakreśliłam, oparta była od samego początku na współpracy i na miejscu dyrektora w zespole nauczycielskim (nie poza nim). Wymagała ona ode mnie – ale też od samych nauczycieli – zmiany mentalności, pokonania wielu barier, dotychczasowych przyzwyczajeń, np. do ciągłego oceniania, kontroli.

 

 

Ważne było dla mnie, by nawet jako lider, być członkiem zespołu. Ja na to byłam przygotowana, moi współpracownicy – nie do końca. Pamiętam, że zachęcając nauczycieli do „otwierania drzwi klas” i zapraszania się na lekcje koleżeńskie, rozpoczęłam ten proces od siebie. Jako pierwsza, po kilku miesiącach pracy w nowej szkole, zaprosiłam nauczycieli na lekcję koleżeńską. Efekt był całkowicie odwrotny. To było dla wszystkich (łącznie ze mną) bardzo ciężkie przeżycie – sama lekcja była udana, ja byłam zadowolona, mimo to nikt na podsumowaniu tej lekcji się nie odezwał. Zrozumiałam, że mimo dobrych intencji nie osiągnęłam celu. Zespół odebrał to jako „a teraz zobaczcie, jak powinno się uczyć”. Musiało upłynąć trochę czasu, a właściwie to ja musiałam zrozumieć, że najpierw trzeba zbudować przestrzeń do współpracy, stworzyć klimat bezpieczeństwa, by w końcu „drzwi do klas” same zaczęły się otwierać i to nie tylko dla nauczycieli z naszej szkoły…

 

Początki były trudne. Zafascynowana już wcześniej ocenianiem kształtującym i pogłębiająca tę fascynację na Studiach Podyplomowych Liderów Oświaty byłam przekonana, że OK może poprawić uczenie się uczniów i warto je wprowadzić w szkole. Z perspektywy czasu wiem, że nie przygotowałam zespołu na tak spektakularną zmianę. Przyszłam do szkoły z koncepcją oceniania kształtującego i w zasadzie narzuciłam nauczycielom udział w pierwszym dwuletnim Całościowym Rozwoju Szkoły. Byliśmy wtedy małym gronem pedagogicznym, więc pomyślałam, że najlepiej będzie, jak wszyscy włączą się we wprowadzanie zmiany w szkole. Co oczywiście spotkało się z oporem większości nauczycieli, którzy stwierdzili, że nie potrzebują takiej zmiany. Mieli silne argumenty: pozytywna opinia o szkole, dobre wyniki nauczania, zadowoleni uczniowie, rodzice. Wszystko działa, po co zmieniać. Ostatecznie przystąpiliśmy do programu, a ja bardzo szybko zweryfikowałam swój pogląd, że wszyscy muszą wszystko. To był pierwszy ważny krok wstecz, który paradoksalnie pomógł iść dalej…

 

Zaczęłam zmianę od siebie. Nauczyłam się pokory. Bardzo ważnym momentem dla mnie było spotkanie z Danutą Sterną, która podczas jednego ze swych wykładów posłużyła się metaforą termometru, którą zresztą pięknie zilustrowała graficznie. Namawiała dyrektorów do tego, aby zaopatrzyć się i włączać od czasu do czasu „termometr pokory” w stosunku do sytuacji i do ludzi, z którymi współpracują. Każdy ma swoją historię, każdy jest na innym etapie, w innym miejscu, co nie znaczy, że nie jest gotowy do zmiany, gotowy na odniesienie sukcesu. Zmianą i sukcesem dla jeden osoby będzie opracowanie własnego programu nauczania, dla innej – ustawienie stolików w sali lekcyjnej w inny niż dotychczas sposób. To było przełomowe odkrycie. Termometr pokory został ze mną do dziś – zawsze go włączam, jak się pojawiają nowe wyzwania i nagle rodzą się oczekiwania wobec innych. Taki termometr to dobre urządzenie, nie tylko w gabinecie dyrektora.

 

Postawiłam na dobrych liderów – to wokół nich toczyła się zmiana. Uczestniczyli w szkoleniach w ramach ścieżki programowej „Szkoły uczącej się”, dzielili się z innymi wiedzą, nowymi metodami, organizowali pracę zespołów zadaniowych. Z perspektywy czasu myślę, że nie była to do końca dobra droga, mimo że udało się zasiać ziarno oceniania kszałtującego w szkole i nawet otrzymać pierwszy tytuł „Szkoły uczącej się”. Liderzy byli zbyt obciążeni, często działali pod presją terminów, sprawozdań, wykonywali zadania za innych. Brali odpowiedzialność za zespół. Nadal brakowało współpracy na polu zmiany. Dlatego znów kolejny krok wstecz…

...czyli?

Liderzy są ważni, ale najważniejszy jest zespół, jego budowanie wokół zmiany – teraz już wiem, że od tego warto rozpocząć każdą zmianę. Od postawienia na bezpieczeństwo, poczucie sprawstwa, docenianie, ale także od przyznania prawa do błędu, od mówienia „nie”. Ważne było, aby nauczyciele zaczęli ze sobą rozmawiać o tym, co się udaje, ale również o porażkach i trudnościach, żeby nie czuli się oceniani, porównywani. Tworzenie wspólnoty uczącej się, opartej na pozytywnych relacjach, empatii i bezpieczeństwie tak naprawdę jest fundamentem, bez którego żadna zmiana w obszarze dydaktyki czy metodyki się nie powiedzie.

 

Po Studiach Podyplomowych Liderów Oświaty i podjętych studiach trenerskich wiedziałam, jak niedoceniane w szkole, a ważne są kompetencje miękkie, dlatego bardzo istotnym ogniwem zmiany były działania w tym obszarze w ramach doskonalenia nauczycieli. Odbył się cykl warsztatów poświęconych kompetencjom miękkim: komunikacji, współpracy, elementom treningu interpersonalnego, pracy z wartościami. Wyposażenie nauczycieli w powyższe kompetencje było krokiem milowym w kierunku budowania efektywnego, świadomego zespołu.

 

 

Również wykorzystanie w pracy rady pedagogicznej takich form, jak praca w parach, małych grupach, w kręgu, elementy coachingu grupowego, przyczyniło się do budowania pozytywnego klimatu opartego na współpracy, wzajemnym uczeniu się. Umiejętność słuchania, dawania informacji zwrotnej, docenianie to kompetencje, które nie tylko zaczęły budować zespół nauczycielski, lecz przede wszystkim przekładały się na działania nauczycieli z uczniami, współpracę z rodzicami.

 

Na takim fundamencie można było zacząć współpracę nauczycieli w obszarze zmiany dotyczącej sposobów nauczania, wdrażania oceniania kształtującego. Teraz dopiero był dobry czas na „otwieranie drzwi do klas”, na gotowość wspólnego poprawiania i udoskonalania warsztatu pracy. Pojawiły się pierwsze obserwacje koleżeńskie, które zakładały całkowitą dobrowolność doboru uczestników i obszarów obserwacji, zaczęły się pierwsze „spacery edukacyjne”. Obydwie praktyki na początku były ściśle związane ze ścieżką programową „Szkoły uczącej się” i dotyczyły współpracy grup nauczycielskich uczestniczących w programie. Dziś taki charakter współpracy, wspierania się jest powszechny w całej radzie pedagogicznej.

A wracając do zmiany, którą chciałaś przeprowadzić w szkole...

Okazało się, że bardzo szybko w szkole pojawili się nowi sojusznicy zmiany – najważniejsi jak się okazało. I wcale nie byli to liderzy, trenerzy, eksperci nauczania tylko uczniowie… Najważniejsi, bo ich przecież ta zmiana dotyczyła, im miała pomóc.

 

Pojawiły się pierwsze sukcesy w postaci aktywności uczniów na lekcjach i ich rosnącej samodzielności. Nagle okazało się, że uczniowie mogą wychodzić z ławek, rozmawiać podczas lekcji i w ten sposób się uczyć. Zaczynają dopytywać, jaki będzie dziś cel, jakie kryteria sukcesu. Nagle okazało się, że przed każdą kartkówką i sprawdzianem podawane są kryteria i uczniowie bardzo tego pilnują. Okazało się również, że najbardziej lubią pracować w parach, że w klasie nie zgłaszamy się, tylko losujemy patyczkami… Takie małe, ale bardzo widoczne artefakty wprowadzanej zmiany dawały siłę i były motorem napędowym, a także zachęcały do tej pory nieprzekonanych do dołączania do jej nurtu.

 

Przez lata nasza zmiana, jak typowy proces, przeszła wszystkie etapy, ewoluowała – wznosiła się na wyżyny, była o krok od wygaśnięcia, powstała i nadal trwa. Podejście nauczycieli i uczniów do oceniania kształtującego przez lata doświadczeń również się zmieniało. Od „narzędziownika”, czyli zbioru metod i narzędzi edukacyjnych, do filozofii uczenia się i nauczania, której celem jest samodzielność, samosterowność i odpowiedzialność uczniów. Ważne jest jednak to, że dziś każdy ma wybór, na jakim etapie drogi chce być.

Wcześniej dużo mówiłaś o zespole, kompetencjach. Praca na postawach dorosłych osób to nie lada wyzwanie. Nie bałaś się?

Od początku byłam bardzo przekonana do zmiany, co z jednej strony było pomocne, z drugiej jednak stwarzało niebezpieczeństwo, że wprowadzanie zmiany stanie się celem, a przecież nie o to chodziło.

 

Na pewno pomogło mi to, że od początku uczestniczyłam w niej jako dyrektorka i nauczycielka. Nadal to robię. Myślę, że dla moich nauczycieli byłam i jestem wiarygodna, że zapraszam ich do tego, w czym również sama uczestniczę, nie tylko jako dyrektor, lecz przede wszystkim jako nauczyciel, nawet jeżeli pracuję „przy tablicy” w bardzo okrojonym wymiarze godzin. Wiele aspektów zmiany mogę rozwijać również z perspektywy dyrektora, współpracując z radą pedagogiczną, sprawując nadzór pedagogiczny. Chociażby stosując formę informacji zwrotnej podczas obserwacji lekcji.

 

Czy się bałam? Chyba nie. Będąc w tym procesie, pozwoliłam sobie również na prawo do błędu. Stąd te „kroki wstecz”. To bardzo bezpieczna postawa i przede wszystkim rozwojowa. Uczymy się na błędach. Dyrektor, lider również. Najważniejsze, by mieć refleksję…

O co jeszcze zadbałaś, by wzmacniać tę zmianę?

W misji szkoły napisaliśmy, że rozwijamy się wszyscy (uczymy się wszyscy). Ważnym elementem i uczestnikiem naszej zmiany byli rodzice. Zmieniliśmy komunikację z nimi – naszym celem było uczynienie ich partnerami szkoły. Wiem, że to brzmi jak slogan, ale to dla nas było bardzo ważne. Dziś w czasie nauczania zdalnego możemy się przekonać, czy tak jest naprawdę.

 

Myślę, że bardzo ważnym obszarem zmiany była i jest przestrzeń w szkole. Zmiana w obszarze nauczania wymagała zmiany dotychczasowej przestrzeni oraz poszukania środków na wzbogacenie warsztatu pracy. Pomocne okazały się liczne projekty unijne, dzięki którym szkoła wzbogaciła się o najnowszy sprzęt, tablice multimedialne, pomoce dydaktyczne. W znacznym stopniu poprawiło to komfort nauczania i uczenia się. Równie ważne było zadbanie o stworzenie w salach lekcyjnych przestrzeni do pracy zespołowej, miejsc do relaksacji, wyciszenia się, czy pracy indywidualnej. Wszystkie te elementy na pewno wzmacniały zmianę, a na starcie na pewno zlikwidowały potencjalne źródło nauczycielskich frustracji – brak pomocy czy chociażby przysłowiowych kartek ksero.

 

A kiedy poczułaś, że Twoje przywództwo się rozproszyło? Że nie jesteś już jedynym inicjatorem zmian?

Przez kilka lat rzeczywiście większość działań w szkole było inicjowanych przeze mnie – ludzie przywykli do tego, ufali mi. Sami nie podejmowali ryzyka, nie przychodzili z propozycjami. Stopniowo zaczęło się to jednak zmieniać. Myślę, że w dużej mierze dzięki przyzwoleniu na autonomię. I wcale nie chodzi mi o przyzwolenie dane przez dyrektora, a o zgodę i gotowość samego nauczyciela, a nawet ucznia. Myślę, że autonomia wcale nie jest taka wygodna i popularna w szkole. Autonomia stawia wymagania, potrzebuje zaangażowania, decyzyjności, samodzielności, zmusza do dokonywania wyborów. Do przyjęcia autonomii trzeba być gotowym, w przeciwnym razie szybko może przerodzić się w anarchię lub zwyczajne „malowanie trawy”.

 

Oczywiście zgoda na autonomię musi być również po stronie dyrektora. Chyba od tego trzeba zacząć. Dla mnie takim spektakularnym momentem była sytuacja, kiedy to po raz kolejny szkoła przygotowywała prezentację dużego projektu dla społeczności lokalnej, a ja postanowiłam przyjść dopiero na samą uroczystość – prezentację. Nie wynikało to wcale z braku czasu czy zainteresowania, ale z przekonania, że projektem zajmuje się zespół specjalistów. We wcześniejszych latach przy podobnych przedsięwzięciach byłam na każdej próbie, czuwałam nad każdym elementem.

 

Dziś podążając za wskazówką Jacka Welcha, uważam, że nie jest sukcesem lidera, gdy ciągle jest jedyną i najmądrzejszą osobą przy stole…

Co jest teraz Waszym wspólnym celem?

Zamiast checklisty, która mogłaby się w tym miejscu pojawić, jest miejsce na ciszę… Ostatnie miesiące, trudne doświadczenia, które są udziałem nas wszystkich, spowodowały, że dziś szkoła potrzebuje ciszy. Zarówno w metaforycznym, jak i realnym ujęciu, to znaczy równowagi, oddechu, spokoju, powrotu na sprawdzone tory, normalności. Myślę, że dalej będziemy budować na tym, co sprawdzone i przewidywalne. Wiemy, że grunt to dobre relacje, bez nich nie przetrwalibyśmy w „ekranowej szkole”, podstawą jest uważność skierowana na drugiego człowieka, jego potrzeby i ograniczenia wynikające w obecnej sytuacji z bardzo rożnych przyczyn. Nie zapominamy też o docenianiu, również siebie!

 

Małgorzata Sulewska – z wykształcenia polonistka, od 2007 roku dyrektorka Szkoły Podstawowej w Skalmierzycach. Absolwentka Studiów Podyplomowych Liderów Oświaty, Akademii Trenera oraz kursu trenerskiego w ramach Aktywnej Edukacji. Współpracuje z Centrum Edukacji Obywatelskiej jako uczestniczka programów oraz jako trenerka i mentorka kursów internetowych „Szkoły uczącej się”. Autorka szkoleń i warsztatów adresowanych do nauczycieli. Pasjonatka oceniania kształtującego. Prowadzi blog edukacyjny „Na polskim z OK – blog o uczeniu się z OK zeszytem”. Współorganizatorka dwóch ogólnopolskich konferencji poświęconych OK zeszytowi.

 

Szkoła Podstawowa im. Adama Mickiewicza w Skalmierzycach (wieś z ok. 2000 mieszkańcami) liczy ok. 270 uczniów od przedszkola do ósmej klasy oraz 33 osoby w zespole nauczycielskim.

 

Od ponad 20 lat dyrektorka szkoły związana jest z programem „Szkoła ucząca się”. Jako nauczycielka języka polskiego uczestniczyła w warsztatach i kursach. Swoją przygodę dyrektorską zaczęła w 2007 roku od Podyplomowych Studiów Liderów Oświaty – wspólnego przedsięwzięcia Centrum Edukacji Obywatelskiej, Collegium Civitas, Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności oraz Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty (OSKKO), którego celem jest stworzenie dyrektorom możliwości rozwoju zawodowego i pomoc w rozwijaniu kompetencji przywódczych, w tym w zakresie przywództwa edukacyjnego, rozumianego jako wprowadzania do szkoły zmian jakościowych ukierunkowanych na uczenie się uczniów.

 

Podczas SPLO Małgorzata Sulewska dostrzegła w ocenianiu kształtującym obiecujący sposób na poprawę nauczania i uczenia się w swojej szkole. Zainicjowała zmianę, która następnie była systematycznie wdrażana w ciągu kolejnych lat w oparciu we współpracy i w oparciu o potencjał kadry pedagogicznej i przy współpracy z programem „Szkoła ucząca się” (całościowy rozwój szkół, klub szkół uczących się)

 

Nauczyciele i nauczycielki w ramach kolejnych etapów całościowego rozwoju szkoły w ramach (podstawowego i zaawansowanego) w latach 2008-2012 oraz 2015-2017 :

  • zapoznawali się z podstawowymi założeniami oceniania kształtującego (kursy, warsztaty dla rady pedagogicznej, konferencje)
  • pogłębiali zrozumienie i wzmacniali obecność oceniania kształtującego w praktyce szkolnej (praca z asystentem, praktyki współpracy nauczycieli),
  • poznawali  i włączali narzędzia oceniania kształtującego do swojej bieżącej pracy z uczniami (obserwacje koleżeńskie, kursy internetowe),
  • wdrażali strategie oceniania kształtującego oraz praktyki profesjonalnej współpracy nauczycieli do praktyki szkolnej.
  • dzielili się swoim doświadczeniem i praktykami ze szkołami partnerskimi (panele koleżeńskie)

Szkoła otrzymała tytuł “Szkoły uczącej się” jako dowód na to, że nauczyciele koncentrują się na procesach uczenia się uczniów i doskonalą je poprzez wdrażanie strategii oceniania kształtującego oraz stosowanie praktyk współpracy nauczycieli.

 

Doświadczenia szkoły pokazały, że warto inwestować we współpracę nauczycieli ukierunkowaną na uczenie się uczniów, dlatego nauczyciele chętnie dołączyli do grup "Pomocnych przyjaciół", w których pracują zespołowo na rzecz poprawy efektywności nauczania. Systematycznie doskonalą techniki nauczania dzięki udzielaniu sobie nawzajem informacji zwrotnych.

 

Stworzenie bezpiecznej atmosfery i uruchomienie wzajemnego wsparcia skutkowało stopniowym "otwieraniem drzwi klas". Nauczyciele są gotowi do dzielenia się swoimi lekcjami z innymi i angażowania się w praktykę koleżeńskiej obserwacji lekcji w oparciu o ocenianie kształtujące (OK-Obserwacji). Kolejną praktyką realizowaną w szkole jest spacer edukacyjny, którego celem jest określenie schematów uczenia się i nauczania obecnych w całej szkole, zdiagnozowanie ich efektywności oraz wyznaczenie kierunku dalszego rozwoju.

 

Początkowo obserwacja lekcji i spacery edukacyjne ograniczały się do nauczycieli uczestniczących w szkoleniach SUS, ale z czasem tego typu współpraca i wsparcie stały się powszechną praktyką szkolną.

 

Informacje o Studiach Podyplomowych Liderów Oświaty >>znajdziesz tutaj.

 

Wywiad powstał w ramach prac nad ekspertyzą "Proces wprowadzania głębokich zmian w kulturze pracy szkoły publicznej" dla programu "Szkoła dla Innowatora".