Strasznie „wkurzająca” lektura, czyli czytając Jespera Juula…


Barbara Krawczyk-Podlecka - dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 2 w Tuszynie, studentka rocznika 2015 Studiów Podyplomowych Liderów Oświaty opisuje wrażenia po lekturze książki Jespera Juula

Parafrazując słowa Boya Żeleńskiego – czytałam „Kryzys szkoły” Jespera Juula i… cierpiałam. Sięgnęłam po tę pozycję, zachęcona tytułem. Moja szkoła ma aktualnie przejściowy kryzys relacji z grupą rodziców

i pomyślałam sobie, że może znajdę tutaj jakieś wskazówki, jak sobie poradzić, jak wspomóc moich nauczycieli itp. No to znalazłam! Czytałam i czułam, jak narasta we mnie wściekłość. Jak to tak??? Już mi się przez chwilę wydawało, że wreszcie wiem, na czym stoję, że chwytam wiatr w dyrektorskie żagle, a tu książka, której autor właściwie podważa wszystko, w co (chyba?) wierzę. Masakra, jak mówi młodzież.

Zacznijmy od początku. W dobie ciągłych przepychanek i nieustannego zastanawiania się, czy rolą szkoły jest uczyć, czy wychowywać, jak zachować zdrowy rozsądek i wyważyć role, aby z jednej strony zapewnić dzieciom komfort i poczucie bezpieczeństwa, a z drugiej nie starać się zastępować coraz bardziej zajętych rodziców czy opiekunów Juul pisze jedno zdanie, które rozwiązuje ten problem: (…) KAŻDY, KTO PRZEBYWA Z DZIEĆMI, MIMOWOLNIE JE WYCHOWUJE. I tyle. Nic dodać, nic ująć. Można oczywiście dyskutować dalej, na ile ma to być proces mimowolny, a na ile świadomy (nauczyciele są przecież zobligowani do ciągłego doskonalenia się i wzbogacania swojego warsztatu, poszerzania umiejętności itp.), ale zasada jest bardzo prosta. Jestem z dzieckiem, spędzam z nim czas, więc wychowuję. Przykładem. Słowem.

Dwie linijki dalej kolejny paradoks. WIEMY DZISIAJ, ŻE DZIECI PONIŻEJ PIĄTEGO ROKU ŻYCIA NIE POTRZEBUJĄ TAK NAPRAWDĘ ŻADNEGO WYCHOWANIA, LECZ PRZYJAZNEGO, SERDECZNEGO WSPARCIA. Wiemy??? Ja chyba nie wiem... Mało tego, pachnie mi to bezstresowym wychowaniem, którego smutne żniwo zaczynamy teraz zbierać i w Polsce. A Juul idzie w swoich teoriach dużo dalej – uważa, że szkoła wiele zyskałaby, gdyby pozwolić uczniom stać się równorzędnymi partnerami dialogu, decyzyjnymi w swoich sprawach. Jeśli uczeń ma problemy w szkole, to należy jego samego zapytać, czemu tak jest, bo on wie najlepiej. I może nie od razu, ale powie nam, co mu przeszkadza. I co my dorośli jesteśmy wręcz zobligowani zmienić, aby ułatwić dziecku funkcjonowanie w szkolnej rzeczywistości. Zdaniem autora nie dzieje się tak tylko dlatego, że nauczyciele i dyrektorzy boją się przyznać w rozmowie z dzieckiem, że czegoś nie wiedzą, że nie potrafią. Wydaje mi się, że to pewien skrót myślowy. Owszem, jak najbardziej jestem za podmiotowym traktowaniem ucznia, ale boję się jednocześnie hura optymizmu Juula. Przykładowa rozmowa nauczyciela z uczniem, która ma zdziałać cuda, to dla mnie zbyt wiele…

„Nauczyciel: Tomku, od czterech miesięcy próbuję dogadać się tobą, ale z jakiegoś powodu nie udaje mi się. Dlatego potrzebuję twojej pomocy. Możesz mi powiedzieć, co robię nie tak? (…)

Uczeń: Wydaje mi się, że pan ciągle na mnie krzyczy i bez przerwy mnie krytykuje.

Nauczyciel: Hm, jestem trochę zaskoczony. Nie sądziłem, że krzyczę na ciebie aż tak dużo, ale jeśli tak to odczuwasz… Pozwól, że się nad tym zastanowię… W każdym razie dziękuję, że powiedziałeś mi o tym. Będę starał się więcej tego nie robić. (…)”

Bleee… nie mogę tego czytać. Pstryk i już wszystko cudownie – uczeń się uczy, nauczyciel nie ma problemu. Ironizuję oczywiście i przesadzam, ale strasznie mnie irytują takie sztuczne rozwiązania. Z drugiej strony jednak trudno się z autorem po części nie zgodzić, kiedy pisze, że DZIECI Z REGUŁY BARDZO DOBRZE WIEDZĄ, DLACZEGO COŚ IM SIĘ NIE UDAJE ALBO CO IM PRZESZKADZA, TYLKO NIKT ICH O TO NIE PYTA. I to właśnie jest najbardziej w omawianej lekturze denerwujące – człowiek chciałby się nie zgodzić, a nie może…

Zanim posłużę się kolejnym cytatem – słowo wyjaśnienia. Podchodzę do tego fragmentu książki Juula dość emocjonalnie, ponieważ dotyczy mnie osobiście. Wydawało mi się w świetle moich ostatnich dyrektorskich doświadczeń, że wreszcie coś wiem. Że dobry dyrektor stoi zawsze po stronie swojego nauczyciela, bierze na siebie odpowiedzialność za jego błędy i nigdy nie krytykuje w obecności osób trzecich, zwłaszcza rodziców. Uwagę może, a nawet powinien, zwrócić mu później, nie żałując nawet krytycznych uwag. A Juul oczywiście na odwrót: NIESTETY, W OBECNYM SYSTEMIE ZARZĄD SZKOŁY JEST ZAWSZE SOLIDARNY Z NAUCZYCIELEM, NAWET JEŚLI JEST TO TEN WŁAŚNIE OSIOŁ. KAŻDY SZANUJĄCY SIĘ DYREKTOR POWINIEN JEDNAK POSTĘPOWAĆ INACZEJ. POWINIEN ZAPROSIĆ NA ROZMOWĘ UCZNIA, JEGO RODZICÓW I TEGO TRUDNEGO NAUCZYCIELA I ZAOFEROWAĆ IM SWOJĄ MEDIACJĘ I POMOC. NIESTETY, W OBECNYCH WARUNKACH ZOSTAŁOBY TO ODEBRANE JAKO NIELOJALNOŚĆ WOOBEC WŁASNEGO PRACOWNIKA. Czyli bądź człowieku mądry i pisz wiersze… To jak jest w końcu dobrze? Jak powinnam postąpić?

Nie lubię takich książek. I lubię jednocześnie. Zmuszają do myślenia, nawet jeśli irytują i złoszczą. Podsumowując tę troszkę z przymrużeniem oka pisaną recenzję chciałabym podzielić się, już na poważnie, następującą refleksją: niezależnie od tego jak bliskie lub dalekie jest mi podejście Juula do koncepcji funkcjonowania szkoły nie mogę kompletnie odrzucić jego ponad dwudziestoletniego doświadczenia zawodowego

w pracy ze skandynawskimi i nie tylko pedagogami i rodzicami. Nie wcielę na pewno w życie całej jego rewolucyjnej teorii. Warto jednak poznać choć jej wycinek, bo wiele tu trafnych uwag i spostrzeżeń – o budowaniu autorytetu opartego na relacjach, o postrzeganiu dziecka jako partnera, o szacunku wobec wszystkich interesariuszy szkoły, o konieczności zmiany dotychczasowego stylu pracy i wzięciu odpowiedzialności za jakość uczenia i uczenia się, o absolutnym wymogu indywidualizacji nawet nie procesu nauczania ale podejścia do dziecka, o konieczności otwarcia się szkół na ucznia nieposłusznego i docenienia tego nieposłuszeństwa, bo 80 % najbardziej kreatywnych ludzi, którzy odegrali ważną rolę w życiu społecznym, naukowym czy politycznym, miało wielkie problemy w szkole. Może więc warto choć trochę zmienić swój punkt widzenia. Czytając Juula…

 

    Juul Jesper (2014). Kryzys szkoły.  Co możemy zrobić dla naszych dzieci, nauczycieli i rodziców?: MiND